Drodzy Czytelnicy !!!
Mam przyjemność poinformowania Was wszystkich, iż po ponad rocznej przerwie działania ponownie powstaje serwis o tematyce informacyjnej. Zawiera on przeglad bierzących wydarzeń, które w miarę możliwości są publikowane w obiektywnej i zróżnicowanej postaci.
Już dzisiaj serdecznie zapraszam wszystkich na jego nowy adres: www.plnews.cba.pl
Jestem przekonany, że już wkrótce z Waszą pomocą serwis plnews.cba.pl stanie się równie popularny jak ten bloog.
Pozdrawiam i zapraszam.
admin
Przy okazji afery hazardowej - w którą mają być zamieszani prominentni politycy PO - na nowo rozpoczęła się dyskusja na temat niejasnych relacji między światem biznesu a polityki. Według premiera Donalda Tuska, z materiałów CBA wynika, że w sprawie nie doszło do złamania prawa, a były wątpliwości dotyczące lobbingu. Szef rządu uspokaja, że przy okazji nowelizacji ustawy o grach losowych interes ekonomiczny państwa nie jest zagrożony. Jednocześnie Donald Tusk oświadczył, że zaproponuje, by Zbigniew Chlebowski nie pełnił obowiązków przewodniczącego Klubu Parlamentarnego PO i przewodniczącego sejmowej Komisji Finansów. Opozycja uważa, że doszło do kompromitacji rządu i domaga się powołania komisji śledczej.
Do czasów afery Rywina twierdzono oficjalnie, że w naszym kraju nie ma korupcji. Głoszono, że nie istnieje ani zorganizowana przestępczość, ani mafia, a afery i rozkradanie majątku publicznego to zjawiska wpisane marginalnie w tak zwane koszty transformacji. Twierdzono, że nie ma układów między sprawującymi władzę a niektórymi przedsiębiorcami, że w Polsce nie występuje patologia tworzenia aktów prawnych pod naciskiem lobbystów. Dziś jesteśmy w okresie porywinowym, a "Rzeczpospolita" ujawniła stenogramy rozmów między przedstawicielami branży hazardowej a Zbigniewem Chlebowskim. Ryszard Sobiesiak: "Grześka [wicepremiera Schetynę?] trzeba zarazić tą sprawą [chodzi o pozbawienie budżetu państwa 469 mln zł], bo oni rozpierd...". Zbigniew Chlebowski. "Ja ci powiem szczerze Rysiu... ja już nie mam siły sam walczyć z tym wszystkim... jakby Grzegorz [Schetyna?], Mirek [minister Drzewiecki?] trochę pomogli mi... przecież wiesz, biegam z tym sam... blokuję tę sprawę dopłat od roku... to wyłącznie moja zasługa".
Jak się czyta teksty tych rozmów, to jako żywo przypomina się pamiętna rozmowa Adama Michnika z Lwem Rywinem, której ujawnienie dało początek wielkiej aferze. Czy coś się zmieniło? Czyż nie żyjemy w rzeczywistości, w której życie publiczne jest poddane walce koterii zwanych dziś z angielska networkami (sieć)? Czyż owe networki nie doszły już do tego stopnia wpływów, że rządzenie bez nich wydaje się niemożliwe? Przecież co chwilę w mediach pojawiają się informacje świadczące, że wygrywanie intratnych przetargów, dochodowe kontrakty ze Skarbem Państwa, pozyskiwanie atrakcyjnego mienia z zasobów państwowych i samorządowych, prywatyzowanie majątku państwowego i stanowienie prawa bywa przeżarte korupcją. Czyż w Polsce nie istnieją zjawiska znane z południa Włoch, gdzie wiele inwestycji lub transakcji, związanych ze środkami publicznymi, zasila w jakimś procencie nie tylko prywatne konta decydentów, ale również fundusze partyjne i konta mafii?
W amerykańskich kręgach biznesowych krąży anegdota na temat różnicy między pełną a cząstkową kleptokracją, czyli systemem korupcji. Minister infrastruktury jednego z państw afrykańskich składa wizytę swemu azjatyckiemu koledze. Dom ministra to okazały pałac, więc zaintrygowany Afrykańczyk pyta: Jak mogłeś sobie pozwolić na taki standard przy twojej pensji? - Zobacz ten most - odpowiada Azjata, wskazując palcem widok przez okno. - To u mnie kosztuje dziesięć procent. Następuje rewizyta. Azjata odwiedza afrykańskiego kolegę i jest zaskoczony, bo przy rezydencji Afrykańczyka - jego własna to kurnik. - Jak do tego doszedłeś przy twoim uposażeniu. Jesteś przecież ministrem w jednym z najbiedniejszych krajów świata - pyta zadziwiony. - Widzisz ten most? - Nie - odpowiada zdezorientowany Azjata. - Tu nie ma żadnego mostu. - Ale za to u mnie jest sto procent!
Ten ponury dowcip wart jest szczególnego przemyślenia w dzisiejszych czasach.

Czwartek, 24.09.2009 r.
Jean-Vincent, czyli nasz "Jacek" z Ministerstwa Finansów, coraz częściej się zapomina. Ostatnio wydaje mi się nawet, że zaczyna mnie olewać! Wybory coraz bliżej, a on ogłosił w mediach, że przyłączenie się do strefy euro musi być naszym strategicznym celem! Rozmawiał z prezesem europejskiego banku, a ten mu powiedział, że niezwykła odporność gospodarki polskiej w kryzysie zaskoczyła wielu naszych partnerów. Teraz wszyscy nam zazdroszczą i mówią, że to nie może tak być, żeby koszty kryzysu w naszym regionie ponosili tylko Słowacy i Litwini. Stać nas na taki gest, żeby przyjąć euro... Byle tylko nie przed wyborami!
Piątek, 25.09.2009 r.
Chłopaki od pijaru przynieśli nowe wyniki sondaży. Ciągle jestem na pierwszym miejscu, ale mocno w górę poszedł Włodek z lewicy... Musimy szybko znaleźć dla niego jakąś dobrą robotę. Gdyby został sekretarzem generalnym Rady Europy, to nie opłacałoby mu się startować w wyborach prezydenckich! Ze startu w wyborach zrezygnowała Jolka, która umie ładnie jeść bezę... Z Bronkiem, marszałkiem Sejmu, ani z Januszem z Lublina też nie powinienem mieć problemów. Bronek trochę śmiesznie powiedział dziennikarzom, że gdyby "taka konieczność wchodziła w grę", to będzie szefem partii. Janusz zgodził się znowu kierować "przyjaznym państwem". Ma nowe pomysły na konferencje prasowe. Powinno być dobrze.
Sobota, 26.09.2009 r.
Już ponad rok walczymy, żeby żyło się lepiej. Nam wszystkim. Nie poddajemy się! Ale nie wszyscy walczą tak samo! Zbyszek, szef naszego klubu parlamentarnego, mówi, że są takie sprawy, w których ma za małe wsparcie ze strony Mirka z ministerstwa sportu i Grześka. Jak trzeba tekstu jakiejś ustawy przypilnować, to on sam musi prowadzić wojny! Czasem już nie ma siły sam walczyć z tym wszystkim... Przez rok biegał to tu, to tam i udawało mu się blokować sprawę dopłat do budżetu od firm zarabiających na hazardzie. Myślałem, że Mirek też trochę się w tej sprawie przysłużył, ale Zbyszek widzi to ostrzej. "To wyłącznie moja zasługa" - powtarza ciągle. Może trzeba będzie go trochę odciążyć?
Niedziela, 27.09.2009 r.
Olek z ministerstwa skarbu radzi sobie coraz lepiej. Ma świetny plan doprowadzenia do ugody z Eureko. Zapłacimy im kilka miliardów i będzie po kłopocie! Co prawda, kiedyś komisja sejmowa stwierdziła już, że stara umowa sprzedaży PZU była z mocy obowiązującego w Polsce prawa od początku nieważna, ale czasem nawet z niezawartych umów trzeba się wywiązywać! Nie potrzebujemy teraz konfliktów z instytucjami finansowymi... Kilka miliardów? Sytuacja budżetu jest imponująca. Stać nas na taki gest.
Poniedziałek, 28.09.2009 r.
Radek trochę przesadził. Dał się podpuścić Bogdanowi z ministerstwa kultury i wymyślił list do Amerykanów w obronie Romka, tego aresztowanego w Szwajcarii reżysera. Radek mówił, że trzeba mu pomóc, bo to wielki artysta, wielki polski patriota, no i nie może tak po prostu być trzymany w więzieniu jak jakiś przestępca. Podobno dla świata kultury to byłby straszny cios, gdyby Romek nagle zniknął niczym nóż w wodzie. Już chciałem go poprzeć, kiedy chłopaki od pijaru przynieśli wyniki nowych sondaży. Wyszło im, że wyborcom wcale nie żal Romka i według nich, nie powinien uniknąć normalnego osądzenia tylko dlatego, że umie nakręcić film... To mnie przekonało. Dziennikarzom powiedziałem, że nie warto podnosić narodowego larum wokół całej sprawy.
Wtorek, 29.09.2009 r.
Nastroje w Warszawie robią się coraz bardziej "marsowe". Ludzie źle zrozumieli zapowiedzi Hani na temat "zaciskania pasa". Nie domyślili się, że to właśnie mieszkańcy stolicy (a nie pani prezydent!) muszą teraz ostro oszczędzać. Dlatego zdziwili się, gdy Hania wydała 200 tys. zł z budżetu miasta na nagrody dla prezesów miejskich spółek. "Jacek" też zachowuje się dziwnie. Ktoś widział go ostatnio, jak w nocy spacerował po ulicy Marsa w Warszawie. Niby nic wielkiego... ale następnego dnia, na tej samej ulicy, na jednym z wielkich plakatów pojawił się napis: "Olewam Tuska". No i podpis: VINCENT.
Środa, 30.09.2009 r.
Co za "Black Jack"? Jaki "Jednoręki Bandyta"? Na temat Zbyszka, szefa naszego klubu parlamentarnego, rozmawiałem ostatnio z Julią. W końcu nikt tak jak ona nie zna się na sprawach korupcji. No i Julia jednoznacznie stwierdziła, że w sprawie ustawy hazardowej żadnej korupcji być nie mogło. Jeśli nawet nie były to godne pochwały konsultacje społeczne, to można mówić co najwyżej o lobbingu. Andrzej z Ministerstwa Sprawiedliwości potwierdził słowa Julii. Chociaż nie znał sprawy, stwierdził, że może jednoznacznie zaświadczyć o bezwzględnej niewinności Zbyszka i Mirka. Jednoznacznie winni są za to dziennikarze, którzy ujawniają państwowe tajemnice!

Premier Donald Tusk wraz z marszałkiem Sejmu Bronisławem Komorowskim wyszli tuż przed zakończeniem spotkania u prezydenta w sprawie tzw. afery hazardowej. - Była okazja, aby porozmawiać szczerze, szkoda, że opuścili to spotkanie - komentuje ich zachowanie Władysław Stasiak, szef Kancelarii Prezydenta. - Wydaje się, że premier nie wytrzymał ciśnienia tego spotkania - ocenia jeden z jego uczestników, wicemarszałek Sejmu Jerzy Szmajdziński (SLD). Stasiak podkreślił, że w przypadku niewyjaśnienia tej sprawy grozi nam kryzys polityczny. Lewica już zapowiedziała złożenie wniosku o komisję śledczą, przed którą broni się jednak PO. Szef CBA Mariusz Kamiński zdecydował o zniesieniu klauzuli tajności dokumentów przesłanych do prezydenta, premiera, Sejmu i Senatu zawierających informacje o ewentualnych nieprawidłowościach w toku przygotowywania projektu ustawy o grach i zakładach wzajemnych.
Klub poselski PiS złożył wczoraj do prokuratury wniosek o zbadanie, czy nie doszło do ujawnienia tajemnicy państwowej w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i Ministerstwie Sportu i Turystyki, w tym przez Donalda Tuska i Mirosława Drzewieckiego.
- Byłem zdumiony poziomem zdenerwowania, szczególnie ze strony premiera Tuska, przerywał panu prezydentowi, wchodził w słowo - relacjonuje wicemarszałek Sejmu Krzysztof Putra (PiS). Dodał, że był zdumiony, iż nie mógł zapytać o nic premiera. - Zapytałem, czy mogę zadać pytanie - mówił Putra. - A w jakim trybie? - miał odpowiedzieć Donald Tusk.
- Widać było, że premierowi puszczały nerwy - ocenił Szmajdziński. - Panowie w nerwowej atmosferze, nerwowo reagując, opuścili to spotkanie, które kilka minut później się skończyło - dodał.
Szef rządu uważa jednak, że emocje leżały po drugiej stronie. - Poziom zaangażowania i emocji pana prezydenta w czasie tego spotkania wskazuje na ponadstandardowe zainteresowanie, mimo pełnych wyjaśnień, jakie pan prezydent ma do dyspozycji - mówił Tusk po spotkaniu. Powtarzał także formułowane już wcześniej zarzuty o "polityczne" wykorzystywanie tej sprawy. - To, co jest moim zdaniem bulwersujące, to taka próba zrobienia z tej sprawy kwestii politycznego pojedynku - powiedział premier, dodając, że uważa je za niedopuszczalny wstęp do kampanii prezydenckiej. Bronisław Komorowski podkreśla, że "nie może być tak, iż tajne służby [czyli CBA - przyp. red.] piszą w Polsce scenariusze polityczne". - Nie można tego zamiatać pod dywan, wyciszać takich spraw, powołując się na hasła polityczne, zawsze są jakieś wydarzenia polityczne - odpowiadał na zarzuty Tuska Władysław Stasiak.
Politycy koalicji uważają jednak, że spotkanie u prezydenta nie było potrzebne. - Nie wiem, po co to spotkanie - oświadczył po wyjściu z Belwederu Tusk. - Dlatego prezydent zaprosił ludzi, którzy decydują o jakości życia publicznego w Polsce, na rozmowę o tym, jak radzić sobie z tym problemem, jak nie zamiatać pod dywan, tylko wyjaśniać. Jak rozwikływać najtrudniejsze afery dotyczące bezpieczeństwa ekonomicznego państwa, finansów publicznych, dotykające życia politycznego w Polsce - tłumaczył cel spotkania Stasiak.
Jednak te argumenty zdają się nie trafiać do Donalda Tuska. - Biorąc pod uwagę ten materiał, który jest do dyspozycji, niczego nagannego, jeśli chodzi o jego działania w procesie legislacji, nie stwierdziłem - powiedział o Chlebowskim premier. Dodał, że działania byłego szefa klubu PO i ministra sportu Mirosława Drzewieckiego nie wskazują na przekroczenie uprawnień.
Władysław Stasiak argumentował, że konieczne jest w tej sprawie powołanie komisji śledczej, ponieważ jeśli wszystkie siły polityczne nie przystąpią do wyjaśnienia, "z całą pewnością" dojdzie do kryzysu politycznego. - Jeśli nie zostanie powołana komisja śledcza, jeżeli opinia publiczna nie zostanie rzetelnie poinformowana co do istoty tej sprawy, wtedy myślę, że tak [się stanie - przyp. red.]. Ale bardzo liczę na to, że odpowiedzialność polityczna zwycięży - mówił po spotkaniu.
SLD chce komisji śledczej
Złożenie wniosku o powołanie komisji śledczej w sprawie afery hazardowej zapowiedziała wczoraj Lewica. Szef SLD Grzegorz Napieralski mówił, że jej powołanie jest ważne, zwłaszcza po wypowiedziach szefa resortu sprawiedliwości Andrzeja Czumy, który przesądzał o niewinności Zbigniewa Chlebowskiego i Mirosława Drzewieckiego. Dodał, że liczy na to, iż pierwsza pod wnioskiem podpisze się PO. - To PO mówiła wiele razy, że potrzebne są standardy - powiedział. Jeżeli tak się nie stanie, to będzie oznaczało, że Platforma ma coś do ukrycia. Z wypowiedzi posłów PO wynika, że nie chcą oni powstania komisji. - Komisja powstałaby tylko i wyłącznie na użytek bieżącej polityki. Nie miałaby ona nic wspólnego z wyświetleniem prawdy i okoliczności sprawy - ocenił Grzegorz Dolniak, p.o. szef Klubu Parlamentarnego PO.
- Jeżeli nie w takiej sprawie, to pytam, w jakiej sprawie, bez żartów, to gdzie my jesteśmy? - zastanawiał się Stasiak. - Niech to rzetelnie zbada prokuratura, niech to rzetelnie zbada komisja śledcza, niech sprawę pozna społeczeństwo - dodał.
CBA odtajnienia
To ostatnie może zostać znacznie ułatwione, ponieważ wczoraj szef CBA Mariusz Kamiński zdecydował o zniesieniu klauzuli tajności dokumentów przesłanych do prezydenta, premiera, Sejmu i Senatu, zawierających informacje o ewentualnych nieprawidłowościach w toku przygotowywania projektu ustawy o grach i zakładach wzajemnych. Rzecznik CBA Temistokles Brodowski oświadczył, że decyzja ta ma związek z wnioskiem prezydenta i apelem premiera. Kamiński wniósł także do prokuratora generalnego o wyrażenie zgody na upublicznienie tych dokumentów.
Posłowie PiS zastanawiają się, skąd nastąpił przeciek o prowadzonej akcji CBA. Zbigniew Wassermann zwraca uwagę, że w tej sprawie zachodzi "zbieg nieprzypadkowych okoliczności". Dodaje, że wszystko wskazuje na to, iż "doszło do poinformowania osób będących w kręgu podejrzewanych, że są podsłuchiwani". Tym samym mieliśmy do czynienia z "bardzo poważnym przeciekiem, ujawnianiem tajemnicy państwowej i utrudnianiem lub udaremnianiem postępowania karnego".
Według "Dziennika Gazety Prawnej", za tym przeciekiem ma stać albo sam minister sportu, który miał poinformować o akcji Biura jednego z biznesmenów Ryszarda Sobiesiaka, albo szef jego gabinetu politycznego Marcin Rosół, który dzień wcześniej spotkał się z córką Sobiesiaka.
Media informują też o niejasnościach przy stawianiu zarzutów Kamińskiemu. Według "Rzeczpospolitej", rzeszowscy prokuratorzy sugerują, że szefowi CBA postawiono zarzuty na polityczne zlecenie. "W sprawie afery gruntowej i szefa CBA zaczęły się dziać dziwne rzeczy" - opowiada gazecie prokurator. Dodaje, że sprawa, która jego zdaniem nadawała się do umorzenia, nagle "dostała przyspieszenia".
Drzewiecki z dymisją?
Z informacji przekazanych przez Centrum Informacyjne Rządu wynika, że premier Donald Tusk rozmawiał wczoraj wieczorem z ministrem sportu i turystyki Mirosławem Drzewieckim o doniesieniach "Rzeczpospolitej" na temat przebiegu prac nad zmianami w tzw. ustawie hazardowej. Jednak nie wiadomo, jaki jest efekt tej rozmowy. Premier zapowiadał przed spotkaniem, że będzie "oczekiwał bardziej szczegółowych wyjaśnień" od ministra sportu. Po nim miał podjąć decyzję, czy Drzewiecki może dalej pełnić swoją funkcję w rządzie. Także władze Platformy mają ocenić, na ile może dalej pełnić funkcję w partii. Dopytywany, czy pozostawi Drzewieckiego na stanowisku, premier nie chciał udzielić jednoznacznej odpowiedzi. CIR poinformowało jedynie, że dzisiaj odbędzie się konferencja ministra Mirosława Drzewieckiego.
Jednak na tym nie skończyły się problemy PO z aferą hazardową. Klub Parlamentarny PiS złożył w prokuraturze wniosek o wszczęcie postępowania wyjaśniającego w tej sprawie. Zdaniem PiS, zachodzi uzasadnione podejrzenie, że zostało popełnione przestępstwo przez wysokich urzędników Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, Ministerstwa Sportu i Turystyki, w tym premiera i ministra sportu. Posłowie argumentują - powołując się na doniesienia medialne - że Tusk mógł poinformować Drzewieckiego o prowadzonej przez CBA akcji, a ten mógł następnie przekazać tę wiedzę zainteresowanym.

Odszkodowanie od Skarbu Państwa w wysokości 4,77 mld zł, dywidendę z PZU w kwocie ok. 4 mld zł, możliwość pozostania w akcjonariacie PZU i pozyskania dalszych miliardów przy sprzedaży 20 proc. akcji PZU poprzez giełdę otrzymała holenderska spółka Eureko w zamian za rezygnację z postępowania arbitrażowego. Nie jest jasne, czy ugoda pomiędzy akcjonariuszami PZU zostanie formalnie potwierdzona przed polskim sądem, jak wcześniej zapowiadał minister Grad.
Odszkodowanie w wysokości 4,77 mld zł zapłaci Skarb Państwa Eureko za odstąpienie od roszczeń arbitrażowych i ograniczenie jej zaangażowania w PZU; 3,55 mld zł ma pochodzić z przynależnej do Skarbu Państwa dywidendy z PZU i ma zostać zapłacona do końca tego roku. Reszta kwoty 1,22 mld zł zostanie przez Skarb Państwa pozyskana w drodze sprzedaży 4,9 proc. akcji PZU w ofercie publicznej. Udział państwa w PZU zmniejszy się tym samym do ok. 50,1 proc., co może w przyszłości zagrozić utratą kontroli nad największym polskim ubezpieczycielem. Jednocześnie Eureko otrzyma swoją część z blisko 12 mld zł dywidendy uchwalonej przez walne zgromadzenie akcjonariuszy PZU, a pozostającej obecnie w dyspozycji zarządu spółki. Tak więc do kwoty odszkodowania, jakie otrzyma holenderska spółka, należy doliczyć ok. 4 mld złotych.
Ugoda przewiduje także wprowadzenie PZU na giełdę najpóźniej do końca 2011 roku. Resort skarbu przewiduje, że stanie się to wcześniej - już w lutym lub marcu 2010 roku. Eureko zastrzegło sobie prawo weta, gdyby moment debiutu giełdowego był niekorzystny z uwagi na perturbacje na rynkach finansowych. W ofercie publicznej zostanie zaoferowane łącznie 20 proc. akcji, z czego 15 proc. należących do Eureko, a 4,99 - do Skarbu Państwa. Na razie na mocy ugody akcje obu stron przeznaczone do sprzedaży na giełdzie zostały wniesione do spółki specjalnego przeznaczenia, a pełnomocnictwo do głosowania nimi uzyskał Skarb Państwa. Eureko, oddając państwu kontrolę nad własnym 10-procentowym pakietem, nie zrzekło się płynących z nich pożytków kapitałowych. Docelowo w ciągu kilku lat Eureko ma zmniejszyć swoje zaangażowanie w PZU z obecnych 33 proc. akcji do poziomu poniżej 13 proc. i od tej chwili przez 15 lat zobowiązane jest nie zwiększać swojego zaangażowania w spółce.
Minister skarbu Aleksander Grad zapewnił, że ugoda jest korzystna, ponieważ dzięki niej Skarb Państwa odzyskuje kontrolę nad największą polską spółką ubezpieczeniową, a Eureko stopniowo wycofa się z inwestycji. - Dzięki temu odblokowany zostanie rozwój PZU i wprowadzenie spółki na giełdę - mówił Grad. Wśród korzyści wymienił: zrzeczenie się przez Eureko z roszczeń, w tym roszczeń arbitrażowych, zgodę na rezygnację z uprawnień inwestora strategicznego PZU, stopniowe obniżenie zaangażowania w spółce z 33 proc. docelowo do poniżej 13 proc. i zobowiązanie niezwiększania tego udziału przez 15 lat, zrzeczenie się uprawnienia do powoływania przedstawicieli we władzach PZU oraz zgodę na wygaśnięcie umowy sprzedaży akcji i pierwszego aneksu do niej.
- To są korzyści pozorne, Skarb Państwa płaci właściwie za nic. Wynik arbitrażu dla Eureko był wątpliwy, a swoje akcje PZU i tak musiałby wcześniej czy później sprzedać z powodu złej kondycji finansowej. Tymczasem Skarb Państwa zaoferował im w formie dywidendy i odszkodowania blisko 9 mld złotych. To oznacza, że rentowność ich inwestycji w 30 proc. akcji PZU (3 mld zł za 30 proc. akcji w 1999 r.) wynosi 11 proc. rocznie przez 10 lat. A nie policzyliśmy jeszcze wcześniej pobranych dywidend - tłumaczy sytuację finansista z dużej instytucji publicznej.
- Ta ugoda pokazuje wyraźnie, że pozyskiwanie kapitału przez prywatyzację jest dużo droższe dla państwa, niż gdy pozyskuje go drogą emisji obligacji. Gdyby Skarb Państwa, zamiast prywatyzować PZU, wyemitował 10-letnie obligacje zagraniczne na 3 mld zł, dzisiaj musiałby zapłacić tylko ok. 2 mld zł odsetek, a gdyby chciał obligacje wykupić - 5 mld złotych. To znacznie mniej, niż popłynie do Eureko - oblicza inny finansista, Jerzy Bielewicz ze Stowarzyszenia "Przejrzysty Rynek".
Eksperci wątpią też w zapewnienia Grada, że ugoda nie przewiduje płatności na rzecz Eureko z budżetu. - Ale przewiduje, że do budżetu nie wpłynie część środków z dywidendy i sprzedaży 4,99 proc. akcji PZU należących do Skarbu Państwa - wyjaśnia Janusz Szewczak, ekspert prawa finansowego. Podkreśla, że porozumienie z Eureko jest w istocie "zalegalizowaniem bezprawia". - Wcześniej minister Grad podkreślał, że ugoda musi być zawarta przed polskim sądem, a teraz nic o polskim sądzie nie wspomina. Może obawia się, że polski sąd zbada umowę prywatyzacyjną i uzna ugodę za niedopuszczalną - dodaje były ekspert komisji śledczej ds. PZU. Podkreśla również, że ugoda praktycznie nic nie zmienia. - Eureko dostaje mnóstwo pieniędzy za nic i nadal pozostaje w spółce, a Skarb Państwa zmniejsza swoje zaangażowanie, narażając się na utratę kontroli nad PZU. Może do tego dojść np. w sytuacji, gdyby PZU, po ostatniej decyzji akcjonariuszy o wytransferowaniu ogromnych kapitałów w formie dywidendy, zmuszony był poszukiwać dodatkowego kapitału na rynku - mówi.
BGŻ na spłatę Eureko?
Skarb Państwa zamierza wycofać się z akcjonariatu Banku Gospodarki Żywnościowej, w którym ma 37,28 proc. akcji. Jest to decyzja zgodna z oczekiwaniami głównego akcjonariusza Rabobanku, który kontroluje BGŻ, posiadając 59,35 proc. akcji. Rabobank jest również akcjonariuszem Eureko. Minister skarbu Aleksander Grad zapewnił, że decyzja o wycofaniu z BGŻ nie jest elementem ugody z Eureko w sprawie PZU i obie sprawy nie mają związku. Wcześniej media spekulowały, że Rabobank, który uczestniczył w negocjacjach w sprawie PZU, będzie chciał uzyskać dla siebie ustępstwa w BGŻ.

piątek, 18 maja 2012
Licznik odwiedzin: 375 226 (wersja testowa)
| « maj » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | |
| 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||









Zawiera opisy najciekawszych wydarzeń politycznych. Artykuły dotyczą wydarzeń z kraju i ze świata.Wykorzystuje w niej informacje z polskich portali informacyjnych: TVN24, Nasz Dziennik, Rzeczpospolita...
więcej...Zawiera opisy najciekawszych wydarzeń politycznych. Artykuły dotyczą wydarzeń z kraju i ze świata.Wykorzystuje w niej informacje z polskich portali informacyjnych: TVN24, Nasz Dziennik, Rzeczpospolita, Dziennik Polska the Times.
schowaj...Andrzej: zapraszam do czytania i komentowania najnowszych informacji politycznych z kraju i ze świata.
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: